Wszyscy, którzy mówią że protest na granicy szkodzi nie mają bladego pojęcia o f…

Podobne

Udostępnij


Wszyscy, którzy mówią że protest na granicy szkodzi nie mają bladego pojęcia o faktycznej sytuacji. W ciągu ostatnich 4 dni rozmawiałem w tej sprawie z premierem, ministrem z Kancelarii Prezydenta, politykami opozycji, liderami protestu i dyplomatą z ambasady Ukrainy. Wniosek jest jeden: dopiero trwały protest na kilku przejściach granicznych spowodował, że wszyscy zaczynają się przyglądać sprawie i *szukać rozwiązań*.

Wcześniej problem jakby nie istniał. Opowiadanie o rozmowach bez protestu to naiwna mrzonka. Gdy wygaśnie protest wygaśnie zarazem powód do rozmów. Ignorowanie sytuacji nie będzie powodować żadnych kosztów, tym bardziej wobec takiego kraju jak Polska, który jest mentalnie zablokowany na prowadzenie transakcyjnej polityki wobec Kijowa. Tymczasem druga strona z tym nie ma problemów. Gdy przed wojną Ukraina chciała więcej pozwoleń na naszym rynku dla swoich przewoźników to założyła nam blokadę kolejową. Nie pamiętacie? Bo to działało i polska strona bardzo szybciutko ustąpiła.

Ustępstwa w polityce międzynarodowej pojawiają się tylko pod presją i w sytuacji ryzyka eskalacji problemów, a nie pod wpływem oddziaływania na emocje czy intelektualnych dyskusji.

(Tak, wiem, polska polityka jest od tego wyjątkiem; Polska robi ustępstwa „na zachętę” albo żeby coś komuś lub sobie udowodnić; to specyficzny wyjątek od powszechnej reguły, gdzie każdy walczy o swoje na tyle, na ile nie czuje oporu hamującego dalsze osiąganie korzyści; „polskie podejście” uczciwie należałoby określić rodzajem dysfunkcji politycznej wynikającej z mieszanki pychy, naiwności, ignorancji i fałszywego moralizmu)



Źródło

spot_img