Przez lata czytałem tutaj najróżniejsze deklaracje poczucia wyższości ze strony …

Podobne

Udostępnij


Przez lata czytałem tutaj najróżniejsze deklaracje poczucia wyższości ze strony „państwowców” nad wolnościowymi konserwatystami, prorynkowymi narodowcami i ostrożnymi wobec przerośniętego rządu tradycjonalistami. Mieliśmy rzekomo nie rozumieć sensu sensu spuchniętego państwowego rozdawnictwa i przesadzać z obawami i sceptycyzmem. Mieliśmy prezentować „niedasizm” i minimalizm, a oni wizję, odwagę, etos, i zmysł państwowy.

Dziś – po 8 latach zabawy „państwowców” w mecenat, politykę historyczną i dobroczynność za nieswoje pieniądze – widzimy, że za aroganckim stylem i patetyczną retoryką kryło się często w najlepszym razie marnotrawstwo i brak standardów, a w gorszym układy i złodziejstwo zawoalowane w ustawy, rozporządzenia i regulaminy.

Tzw. prawica szła do przysłowiowego „koryta” z hasłami „rewolucji moralnej”, „IV Rzeczpospolitej, walki z nieprawidłowościami, układami i niesprawiedliwością, a wytworzyła dokładnie takie same układy i patologie, o ile nie jeszcze gorsze.

Jak to się stało?

Znam część zaangażowanych w to wszystko ludzi. Przedstawię Wam moją interpretację sytuacji — dopowiedź na pytanie jak to się stało, że dobrzy ludzie zaczęli robić złe rzeczy.

Po pierwsze w wielu z nich latami kumulowała się zazdrość. Faktem jest, że ludzie z opcji lewicowo-liberalnej dysponują bez porównania większymi zasobami. To prowadziło część „prawych” do przekonania, że „nam też się to należy”. Kiedy władza stworzyła szansę na transfer kapitału i wyrównywanie pozycji postanowili z niej skorzystać. Podejście to było komplementarne ze skrajnym wyrachowaniem prezesa i premiera. Hamulce puszczały stopniowo. Jedni ośmielali drugich. Skoro można było przepompować kilkadziesiąt czy kilkaset tysięcy to dlaczego nie milionów? Pandemia pokazała, że wszystko można i że nikt nie liczy publicznych pieniędzy.

Po drugie wielu „prawych” bardzo boi się tego, że okażą się nie dość skuteczni. Chcą być efektywni. Czują się słabi, ale chcą grać twardo i wygrywać. Chcą coś osiągnąć i coś po sobie zostawić. Wymyślili więc „dzieła” na miarę swoich możliwości i dopasowane do kadencyjnego „okna czasowego”, premiującego raczej szybkie strzały, niż coś budowanego ewolucyjnie czy organicznie.

Nad oboma tymi kwestiami („nam też się należy”, „musimy być skuteczni”) nie było żadnego uczciwego namysłu moralnego bo wbrew moralistycznej retoryce z prawa i z lewa we współczesnej debacie, ani tej jawnej ani tej kuluarowej, nikt moralnych rozważań nad polityką nie prowadzi (poza Tomasz Samołyk i kilkoma autorami Klub Jagielloński).

Fatalną rolę odegrało oczywiście także przywództwo obozu rządzącego, zwanego dla zmylenia Polaków „prawicą”. To przywództwo niesie w sobie pamięć o kradzieżach założycielskich III RP, wielkim transferze mienia i kapitału z instytucji upadającego PRL do establishmentu rodzącego się kapitalizmu politycznego lat 90. Dla tego przywództwa transfer na linii publiczne-prywatne nie tylko nie jest kontrowersyjny. Jest wręcz pożądany, o ile kapitał trafia we właściwe ręce. Fakt że do zbioru obywateli z prawem głosowania weszło ponad 20 roczników ludzi, którzy nie tylko nie uczestniczyli w „rozdaniach” lat 90., ale także ich po prostu nie pamiętają, pozostał w tym przywództwie jakby niezauważony. Tam ciągle żyje się tym kto gdzie „dostał” mieszkanie, a nie czy ma zdolność kredytową.

Jesteśmy więc w punkcie w którym „prawica” w podejściu do publicznych pieniędzy okazała się nie tylko nie lepsza niż reszta, ale w robieniu „rozdań” okazała się bardziej łapczywa i mniej subtelna. Trzeba przyjąć ten fakt do wiadomości i wyciągnąć wnioski. Pierwszy wniosek jaki ja wyciągam jest taki, że wyśmiewana metafora o świniach i korycie okazała się niestety zasadniczo słuszna, a konserwatywno-liberalny sceptycyzm względem redystrybucji robionej przez polityków jest także zasadny. Piszę to jako narodowiec i także państwowiec. Bo pierwsze zadanie przed państwowcami to aby swojego państwa po prostu nie ośmieszać, a obywateli do niego nie zniechęcać!



Źródło

12 KOMENTARZE

  1. Bla bla bla, pierdolety aby dostać posadę „nic nie robić a zarobić”. Polska już dawno nie ma nic do powiedzenia w polityce Europejskiej i obecnie w wewnętrznej. Wieki Brat decyduje jak ustawiać pionki, takie pierdolety to puste gadanie zacznijcie mówić prawdę Polakom niech przygotowuja się do wojny i rozbioru.

  2. Słuszne rzeczy Pan napisał. A jednak ciągle odnoszę wrażenie, że czasami Pan tak jakby usprawiedliwiał PIS lub dawał do zrozumienia, że PO jest dużo gorsza, a zatem PIS to mniejsze zło. A tymczasem historia z Funduszem Sprawiedliwości pokazuje, że pisowcy czy też ziobryści potrafią być jeszcze gorszymi złodziejami niż platformersi. Do tego, historia z Pegasusem pokazuje, jak pisowcy potrafią być nieuczciwi i bezwzględni jeśli chodzi o utrzymanie się przy władzy. Niestety, PO i PiS są naprawdę siebie warte, nawet jeśli trochę się różnią. Konfederacja mogłaby być realną siłą opozycyjną, gdyby tylko pozbyła się błaznów ze swoich szeregów. Jeśli tuż przed wyborami europejskimi sondaże będą dla Konfederacji zbyt dobre, to może być Pan pewien, że błazny postarają się swoimi słowami i czynami o to, aby ludzie na Was jednak nie zagłosowali. Proszę przypomnieć sobie z jesiennej kampanii, psy, 12-latki, taśmy Banasia w ówczesnej pisowskiej TVP. My w Polsce bardzo potrzebujemy kogoś takiego jak Orban na Węgrzech, czyli Polaka patrioty, który zadba o interes kraju, wbrew wszystkiemu. Niestety, obce agentury zrobią wszystko, aby utrzymać Polskę w jej obecnym stanie, jako kraju niemal kolonialnego, bo tylko formalnie niepodległego. Na koniec, taka zabawna uwaga. Proszę zauważyć, jaką karierę ostatnio zrobił zwrot „wciągnąć kraj w wojnę” w kontekście tej wojny na Ukrainie. Na tym polega siła słowa, której nie wolno lekceważyć. Z tego też względu, ludzie którzy mówią prawdę, są bezwzględnie uciszani w naszym półkolonialnym niestety, państwie.

spot_img