PLANY IZRAELA WOBEC STREFY GAZY W ciągu 7,5 tygodnia wojny w Strefie Gazy Izrae…

Podobne

Udostępnij


PLANY IZRAELA WOBEC STREFY GAZY

W ciągu 7,5 tygodnia wojny w Strefie Gazy Izrael osiągnął pewne postępy operacyjne. Siły izraelskie posuwając się między innymi wzdłuż wybrzeża zdołały następnie przeciąć region na pół, izolując główne pole bitwy, jakim jest część północna. Zgodnie z przewidywaniami w eksklawie doszło do hekatomby Palestyńczyków. Do około 1,2 tys. izraelskich ofiar konfliktu, w przeważającej mierze cywilów, dodać trzeba 14,8 tys. zabitych Palestyńczyków, wśród których ok. 6 tys. stanowią dzieci, a 4 tys. kobiety.

Charakterystyczne, że według nieoficjalnych informacji podanych przez media, władze USA obawiały się skutków rozejmu w postaci szerokiego dostępu dziennikarzy do Stefy Gazy, którzy mogliby pełniej zobrazować skalę ofiar i zniszczeń materialnych. Jak na razie możliwość ta jest ograniczona, biorąc pod uwagę, że zginęło już około 50 dziennikarzy. Według danych sprzed kilku dni jest wśród nich co najmniej 37 Palestyńczyków, czterech Izraelczyków, oraz troje Libańczyków. Ci ostatni zginęli na terytorium swojego państwa, na którego granicy z Izraelem trwa wymiana ognia niskiej intensywności między nim a miejscowym Hezbollahem.

Hamas wciąż pozostaje zdolny do walki oraz prowadzenia ataków na stosunkowo odległe od Gazy regiony Izraela. Wciąż żyją Jahja Sinwar – szef struktur organizacji w eksklawie, Mahmmed Deif dowodzący zbrojnym ramieniem organizacji Brygadami Izz ad-Dina al-Kassama, Mohammed Sinwar odpowiadający za bezpośrednie planowanie operacji zbrojnych. Nie wspominając o politycznych liderach całej organizacji przebywających w Katarze. Hamas trwa i pozostaje uczestnikiem gry, z którym Izrael, przez pośredników, negocjuje i zawiera w praktyce umowy. W piątek rozpoczęło się czterodniowe zawieszenie broni zawarte dzięki mediacji Kataru i Egiptu, wspieranej przez dyplomację USA. W ciągu czterech dni skonfliktowane strony wymieniły więźniów: Hamas zwolnił Izraelczyków i obywateli państw świata schwytanych 7 październikach, Izrael palestyńskie kobiety dzieci przetrzymywane w aresztach i więzieniach. Według medialnych doniesień liczba zwolnionych Palestyńczyków wynosi 117, liczba zwolnionych Izraelczyków 39. To prestiżowy sukces palestyńskiej organizacji. Co istotne do Strefy Gazy wjechało też co najmniej 50 ciężarówek z jedzeniem, wodą, medykamentami i innymi artykułami pierwszej potrzeby, co ma kluczowe znaczenie w regionie pozbawionym większości usług i dóbr podstawowych w cywilizowanym świecie, gdzie już z domów musiało uciec 1,4 mln ludzi – 70 proc. wszystkich mieszkańców palestyńskiej eksklawy. W poniedziałek Izrael zgodził się na przedłużenie zawieszenia broni o dwa dni. Izrael stawiał wcześniej warunek zwolnienia 10 ludzi za dzień rozejmu. Hamas natomiast obstawał przy wymianie 50 zakładników za 150 palestyński więźniów.

Według nieoficjalnych medialnych informacji, choć izraelski premier zatwierdził początkowo eliminację przebywających w Katarze przywódców Hamasu, USA prawdopodobnie wywierają presję na Izrael w sprawie perspektywy ograniczania działań militarnych na rzecz politycznych. Dzięki takiej postawie Waszyngton zachował jakiś poziom wiarygodności dla wpływowych monarchii Zatoki Perskiej i mógł wziąć udział w wypracowaniu obecnego tymczasowego zawieszenia broni. Waszyngton pozostaje w grze w regionie, gdzie do roli brokera aspirują obecnie także, nie bez podstaw, Chiny. W związku z tym można przypuszczać, że Izrael nie zdecyduje się na regularną okupację Strefy Gazy, której administracja Joe Bidena publicznie się już sprzeciwiła. Pozostaje więc oddanie odpowiedzialności za Strefę Gazy fatahowskim władzom Autonomii Palestyńskiej. Problem w tym, że w eksklawie są one pozbawione legitymacji, a można by zapytać na ile jest ona silna na samym Zachodnim Brzegu Jordanu. Wie to sam starzejący się prezydent Autonomii Mahmud Abbas. Minęło 16 lat odkąd misternymi grami politycznymi, w których i Izrael miał swoją rolę, przyczynił się do zniweczenia rządów Hamasu, mimo, że ten w 2006 r. zwyciężył w demokratycznych wyborach. Ten ostatni zabarykadował się więc na lata w Strefie Gazy. W jej twardych warunkach, w których dojrzewa się szybko, 16 lat to niemal cała generacja. Hamas to nie tylko rakiety i bojownicy, to nie tylko meczety, to także szkoły i gazański uniwersytet. Ich wychowankowie różnią się od młodzieży z Ramallah. Przejęcie odpowiedzialności za eksklawę, która w praktyce jest megagettem w izraelskim pierścieniu czyniłoby Abbasa jeszcze bardziej zależnym od Izraelczyków, którzy zyskaliby tylko dodatkowy lewar w postaci regulowania dostępu osób i towarów do Strefy Gazy. Abbas ma tu jak najgorsze doświadczenia z samego Zachodniego Brzegu, który jako terytorialna jedność jest fikcją perforowaną przez rozbudowywane za rządów Netanjahu nielegalne osiedla żydowskie i strefy jurysdykcji wojska i izraelskich służb.

Nieco inny kierunek zasugerowały Liga Państw Arabskich i Organizacja Współpracy Islamskiej. Widzą one dalsze funkcjonowania części polityków Hamasu wraz ze zmianą charakteru organizacji i uznanie przez nią za warunek podstawowy współpracę z obecną Autonomią Palestyńską. Jego realizacja musiałaby polegać na jakichś gwarancjach kluczowych graczy arabskich dla Abbasa i hamasowców, opierających się z kolei na gwarancjach USA i Izraela. Dla Waszyngtonu byłaby to forma odzyskania coraz słabszych wpływów na Bliskim Wschodzie. Tyle, że przywódcy państwa Zatoki, poza Katarem, od lat są w kwestii palestyńskiej skłonni raczej do wzniosłych deklaracji, niż zaangażowania. A adresatami tych deklaracji są bardziej ich propalestyńscy obywatele niż sami Palestyńczycy. Niemniej rezydujący w Katarze polityczny lider Hamasu Ismail Hanija i inny jego ważny emigracyjny działacz Chalid Meszal już spotykali się z szefem egipskiego wywiadu Abbasem Kamilem. Hanija ma też rozmawiać ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi.

Izrael może dalej pacyfikować i rujnować Strefę Gazy, ale możliwości przetrwania i działania Hamasu wyznaczać może baza werbunkowa nie tylko na terytoriach okupowanych, ale i licznych obozach dla uchodźców a także gościnność Kataru. Nade wszystko jednak możliwości te wyznacza rozpiętość całej „osi oporu” wychodzącej z Teheranu, przez Irak, Syrię i Liban sięgającą granicy Izraela. Co zresztą ten „docenia” prowadząc jednocześnie ostrzały terytorium Libanu i Syrii. Wspomnieć należy i o odnodze „osi” w Jemenie, skąd miejscowi Huti wysyłali już na Izrael drony i rakiety. Nad terytorium Arabii Saudyjskiej, uzbrojonej przecież w systemu Patriot. Co ważne Huti zestrzelili na początku listopada amerykański dron MQ-9 Reaper, co pokazuje na ile, podobnie jak w przypadku Hamasu, wzrosły możliwości Jemeńczyków. Co ważniejsze Huti mogą zakłócać jeden z najważniejszych szlaków handlowych łączący Azję z Europą, przebiegający u jemeńskiego wybrzeża do Kanału Sueskiego. Co zresztą już zaczęli. 19 listopada zajęli już pływający statek towarowy Galaxy Leader powiązany z izraelskim biznesmenem. W poniedziałek amerykański niszczyciel udaremnił porwanie pływającego dla Izraelczyków tankowca Central Park.

Konflikt bliskowschodni jest trudny do rozwiązania tak długo, jak proponowane propozycje nie uwzględnią także miejsca dla Iranu i jego interesów, przeciw którym USA i Izrael tak radykalnie występują. Choć Waszyngton może próbować oferować Palestyńczykom jakieś „miejsce pod słońcem” w ramach układów ze spolegliwymi państwami arabskimi, to Izrael od czasów Ariela Szarona udowadnia, że znośnego do życia miejsca dla Palestyńczyków nie zamierza oferować.



Źródło

spot_img