JAKA PRZYSZŁOŚĆ IZRAELA? Zgodnie z tym co pisałem w zeszłym tygodniu Iran wziął…

Podobne

Udostępnij


JAKA PRZYSZŁOŚĆ IZRAELA?

Zgodnie z tym co pisałem w zeszłym tygodniu Iran wziął odwet na Izraelu za zniszczenie budynku konsularnego przy ambasadzie w Syrii i zabicie wysokich oficerów Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Jednak na razie strony powoli poruszają się pod drabinie eskalacji. Z jednej strony mieliśmy po raz pierwszy do czynienia z otwartym i bezpośrednim zaatakowaniem Izraelczyków na ich własnym terytorium przez Iran. Jest to szczebel wyżej w wojnie, która prowadzona była niegdyś jako wojna przez pośredników, a wraz z trwającymi od lat atakami Izraela na Irańczyków w Syrii, czy cyberatakami Izraelczyków na irańskie instalacje jądrowe przybierała coraz bardziej bezpośredni charakter. Jesteśmy szczebel wyżej.

Z drugiej strony to szczebel bardzo niewiele wyżej. Iran musiał wymierzyć cios, ale dozował odwet dość aptekarsko, choć trzeba pamiętać, że atak w nocy z soboty na niedzielę był większy niż jakikolwiek jednorazowy zeszło- i tegoroczny atak Rosji na Ukrainę takimi środkami napadu. Iran wymierzył cios w taki sposób by ta eskalacja dawała maksimum przesłanek do nie wykraczania poza obrany poziom, do uniknięcia masowej izraelskiej odpowiedzi. W ataku użyto około 170-250 dronów, 120 pocisków balistycznych i 30 pocisków manewrujących. Te pierwsze zostały wystrzelone dużo wcześniej, tak by wlecieć w przestrzeń powietrzną Izraela w tym samym czasie co rakiety, osiągając w ten sposób wyższy poziom saturacji ataku. Wszystkie cele obrane przez Teheran miały charakter wojskowy.

Izrael przekazał, że zneutralizował 99 proc. dronów i rakiet Iranu. Wartość ta nie jest raczej ścisła. Według różnych danych przez izraelską (+ sojusznicy) bańkę antydostępową przebiło się nawet do kilkunastu irańskich pocisków, które miały porazić dwie bazy na południu kraju, w tym bazę lotniczą przy Micpe Ramon. Bazują tam najnowocześniej samoloty w dyspozycji Izraela: F-35. Izraelczycy twierdzą, że zniszczenia są „niewielkie” i brak ofiar w ludziach. Jak wynika ze wstępnych analiz likwidacją dronów i pocisków manewrujących zajmowały się głównie samoloty i okręty, natomiast pociski balistyczne były neutralizowane głównie przez izraelski system naziemnej obrony przeciwpowietrznej.

Jeśli brać to pod uwagę to w pierwszych działaniach zasadniczą rolę odegrały USA. CNN przytoczyła w niedzielę anonimowe źródła w administracji Bidena twierdzące, że Amerykanie zniszczyli co najmniej 70 irańskich dronów, a udział w tym brały nie tylko samoloty, ale i niszczyciele rakietowe znajdujące się we wschodniej części Morza Śródziemnego. Pojawiły się również informacje o intensywnych działaniach obrony przeciwpowietrznej i lotnictwa Jordanii, która graniczy z terytoriami palestyńskimi od wschodu i która miała w związku z tym duże możliwości neutralizowania irańskich środków bojowych, zanim dotarły one nad terytorium Izraela. W odpierania ataku Iranu byli zaangażowani także obecni w regionie Brytyjczycy i Francuzi, a także Saudyjczycy. W przypadku tych ostatnich chodzi najpewniej o zwalczania dronów wysłanych przez sprzymierzonych z Iranem Jemeńczyków z Ansarullahu, zwanych w zachodnich mediach ruchem Hutich. Wiele poszlak wskazuje, że większość dronów i rakiet lecących w stronę Izraela została zestrzelona nie przez jego siły zbrojne, ale przez jego zachodnich i bliskowschodnich sojuszników, przede wszystkim Amerykanów i Jordańczyków.

Sukces Izraela jest więc bardzo względny. Wszyscy zdają sobie sprawę, że odpowiedź Iranu była symboliczna. Gdyby Teheran chciał faktycznie rozpocząć wojnę w celu zniszczenia czy też poważnego skrzywdzenia Izraelczyków, tych pocisków byłoby wielokrotnie więcej. Gdyby po stronie skupionej wokół Iranu „Osi oporu” była wola egzystencjalnego starcia, z Libanu, ze stanowisk Hezbollahu startowałyby dziesiątki rakiet różnych klas, wszak zasoby organizacji libańskich szyitów szacowane są na ponad 100 tys. sztuk. Takiej woli nie było w Bejrucie, i takiej woli nie było w Teheranie.

Jeśli Izraelczycy mogą mówić o jakimś sukcesie, to nie na polu militarnym, lecz politycznym. Izraelczykom udało się zmobilizować po swojej stronie blok zachodni wraz z jego hegemonem na czele, a nawet uzyskać wsparcie graczy regionalnych, w tym Arabii Saudyjskiej, która od czasu rozpoczęcia morderczej dla cywilów izraelskiej ofensywy w Strefie Gazy przymykała oczy na drony i pociski Jemeńczyków zmierzające na północ przez jej przestrzeń powietrzną.

Raptem dwa tygodnie po śmierci obywateli zachodnich państw i Polski w konwoju humanitarnym ustosunkowanej amerykańskiej organizacji pozarządowej, państwa zachodnie, grupa G7 prześcigają się w dyplomatycznych środkach wyrazu poparcia dla Izraela, a czołowe mocarstwa zachodnie po prostu bezpośrednio bronią go środkami militarnymi. W USA okazało się, że jest coś co łączy Partię Demokratyczną i Partię Republikańską mimo całej ostrości społeczno-politycznej polaryzacji jaka rozrywa ten kraj. To coś to Izrael. Lider demokratycznej większości w Senacie Chuck Schumer i republikańskiej, senackiej opozycji Mitch McConnell, przewodniczący Izby Reprezentantów, republikanin Mike Johnson, przywódca republikańskiej większości w Izbie Reprezentantów Steve Scalise i lider tamtejszej demokratycznej mniejszości Hakeem Jeffries, wszyscy jak jeden mąż wyrażali najdalej idące poparcie dla Izraela oraz krytykę Iranu. Natychmiast uzgodniono nadzwyczajne wprowadzenie do początku obrad izby niżej amerykańskiego parlamentu projektu dodatkowego wsparcia dla Tel Awiwu i dodatkowych sankcji wobec Irańczyków. Uzgodnili to ci sami politycy, którzy od pól roku nie potrafią porozumieć się w sprawie pakietu wsparcia dla Ukrainy, głównie z powodów wewnątrzpolitycznych, owej polaryzacji, o której napisałem.

Jednak wsparcie jakie uzyskał Netanjahu, który doprowadził radykalną polityką swoje państwo i cały Bliski Wschód na krawędź wojny, ma swoją cenę. Zarówno upublicznianie wagi sił zbrojnych USA dla odpierania irańskich dronów i rakiet, ale przede wszystkim upublicznienie tego, że Joe Biden przekazał Netanjahu, iż chce uniknąć dalszej eskalacji oraz że siły USA nie wesprą działań ofensywnych przeciwko Iranowi to może być czerwona linia, która złamie plan Netanjahu. Plan ten moim zdaniem od dawna polega na dążeniu do sprowokowania dużego ataku USA na Iran. Tymczasem Biden, inaczej niż 20 lat temu George Bush junior, uznał najwyraźniej, że nie ma na to sił.

Wydaje mi się, że bardziej prawdopodobne jest, że Netanjahu się ugnie i wielkiej eskalacji nie będzie. Jeśli tak, to ukazuje to naszym oczom faktyczny status Izraela jako tworu kolonialnego. Izrael powstał jako państwo kolonialne w sensie ścisłym. Zostało założone przez aszkenazyjskich Żydów z Europy i Ameryki, którzy środkami militarnymi, politycznymi i ekonomicznymi, przy wsparciu mocarstw świata (początkowo obu supermocarstwa doby „zimnej wojny”) narzucili własną władzę, usunęli dużą część autochtonicznej ludności, stopniowo wprowadzając politykę apartheidu i bantustanizacji Palestyńczyków, definiując państwo jako eksluzywnie etno-religijne. Z biegiem dekad dołączali do nich Żydzi wypędzani z państw arabskich, ideowcy z obu Ameryk, felasze z Etiopii czy w końcu, na przełomie lat 80 i 90 XX wieku, ci z ZSRR. Ci ostatni stanowili ostatnią wielką falę aliji – jak syjoniści nazywają przyjazdy Żydów z diaspory do Izraela. W czasach współczesnych wygasł już żar ideologii syjonistycznej w diasporze, a w samym Izraelu, wśród liberalnej młodzieży, większy powab mają już chyba perspektywy wyjazdu do USA. Izrael pozostaje natomiast tworem kolonialnym w sensie geopolitycznym. Jest prawdopodobnie niezdolny do całkowicie samodzielnego przetrwania poza protektoratem USA, w regionalnym morzu arabsko-muzułmańskim, w którym nawet znienawidzeni przez część sunnickich Arabów Irańczycy – Persowie i szyiccy heretycy, mogą się legitymizować, mogą sięgać po palmę pierwszeństwa podnosząc sztandar Palestyny, Al-Kuds, jak nazywają Jerozolimę, walki z Izraelem.

Nawet arsenał nuklearny Izraela nie jest dla niego ostatecznym gwarantem przetrwania. Izrael jest w gruncie rzeczy małym państwem, na niewiele większym teatrze wojennym, który, jako twór kolonialny, ma wroga w sobie, i który to wróg, wytrwany partyzant XX i XXI wieku, może stosować z powodzeniem asymetryczne środki walki, co opisywałem na przykładzie Jemeńczyków. Izraelczycy nie użyją przecież głowic jądrowych przeciwko Gazie, Ramallah, Hebronowi, Wzgórzom Golan, a użycie ich przeciwko Teheranowi nie zlikwiduje oporu w tych pierwszych. Ten opór, wrogość, radykalizm, odporność reprodukuje się bowiem w kolejnych pokoleniach Palestyńczyków endemicznie, a reprodukcję tę stymulują same stosunki okupacji, kolonizacji, gettoizacji i eksploatacji wytwarzane przez Izrael, który jest zdefiniowany jako państwo ento-religijne Żydów.



Źródło

spot_img

Dołącz do
Konfederacji Korony Polskiej

Partia polityczna konserwatywnych tradycjonalistów.
Dla Wielkiej, Dumnej, Suwerennej, Bogatej Polski.
ZOSTAŃ CZŁONKIEM
Możesz zostać również sympatykiem
close-link
Kliknij Tutaj