„HISTORYCZNY MOMENT” NIEMIECKIEJ POLITYKI MIGRACYJNEJ We wtorek siódmego listop…

Podobne

Udostępnij


„HISTORYCZNY MOMENT” NIEMIECKIEJ POLITYKI MIGRACYJNEJ

We wtorek siódmego listopada o godz. 2:47 zmęczony Kanclerz Niemiec Olaf Scholz ogłosił „historyczny moment” w niemieckiej polityce migracyjnej i azylowej. Po spotkaniu ze 16 przedstawicielami poszczególnych landów ustalono nowe porozumienia, według których do regionów spływałoby więcej pieniędzy w związku kryzysem a mimo to Niemcy miałyby być „mniej atrakcyjne dla imigrantów”.

Październikowe wybory do landtagów Hesji oraz Bawarii przyniosły klęskę wszystkim partiom współrządzącym na poziomie centralnym. Socjaldemokraci (SPD) stracili 6 pp. w Hesji i 1,5 w Bawarii. Zieloni (Die Grünen) -5 w Hesji (prawdopodobnie wylecą tam z koalicji na rzecz SPD) i -3 w Bawarii. FDP (liberałowie) – 2,5 w Hesji i -2 w Bawarii (wylecieli z sejmiku). Również sondaże ogólnoniemieckie wyglądają coraz gorzej. Prowadzi CDU/CSU ok. 30%, na drugim miejscu AFD 21%, SPD i Zieloni po 15%, FDP balansuje na granicy 5% a Die Linke poniżej progu – 4%.

Sondaże dają AFD we wschodnich landach ogromne wzrosty (Turyngia nawet 34%) ale jak pokazały październikowe wybory samorządowe, również coraz lepsze wyniki na zachodzie Niemiec. Czym punktuje Alternatywa? Tematami o których w polskiej debacie niewiele usłyszmy, sprzeciwem wobec Heizungsgesetz (czyli ustawie o ciepłownictwie) oraz zaliczanymi przez media próbami zastraszenia przewodniczącej Alice Weidel bądź bezpośrednim atakiem na przewodniczącego Tino Chrupalla, które u zwykłych Niemców wzbudzają do nich sympatię. Ale najwięcej zyskują na temacie imigracji. Według sondaży, większość Niemców przypisuje AFD największe kompetencje – ze wszystkich partii – dotyczące tego zagadnienia. W związku z tym była duża obawy, że nie dość, że przyszłych wyborach do landtagów AFD mogłaby odnieść spektakularne sukcesy ale może nawet wygrać przyszłoroczne wybory do Europarlamentu a za dwa lata wybory do Bundestagu…

Z drugiej strony temat imigracji podchwyciła CDU, która poprzez rządy Merkel powinna być niewiarygodna w temacie ale jednak jej przewodniczący Friedrich Merz wydaje się być konsekwentny. Już w 2000 roku, jako pierwszy w Bundestagu, mówił o „deutsche Leitkultur” (dominująca niemiecka kultura), którą imigranci musieliby zaakceptować. Wtedy był przewodniczącym frakcji i był uważany za delfina, ale ubiegła go Angela Merkel, a on wycofał się na wiele lat z bieżącej polityki. Teraz powrócił i od początku roku robi wiele hałasu wokół tematu imigracji. We wrześniu dał głośny wywiad, w którym stwierdził, że Niemcy nie mogą dostać terminu do dentysty, ponieważ w kolejce są ludzie z odrzuconymi wnioskami azylowymi, którzy nie zostali wydaleni z kraju a którzy w tym czasie „robią sobie zęby”. Wywiad odbił się szerokim echem w Niemczech, więc wykorzystując rozgłos ogłosił w październiku 26 punktów pakiet w związku z kryzysem imigracyjnym. Zawierał on takie punkty jak: roczna górna granica na poziomie 200.000 migrantów oraz uchodźców, których Niemcy maksymalnie mogliby przyjąć. Wydłużenie oczekiwania na pełne świadczenia socjalne z 18 do 36 miesięcy, szybsze wydalenie nielegalnych imigrantów i tych, którym odmówiono azylu oraz idea fix pod tytułem „Rwanda” (podobny do brytyjskiego pomysłu, który miałby polegać na tym, że nielegalni imigranci byliby wywożenie do jakiegoś 3 państwa i byliby tam do czasu rozpatrzenia ich wniosków – sąd najwyższy Wielkiej Brytanii odrzucił w ostatnich dniach ten pomysł).

W sukurs takiej retoryce przychodzą dane. W Niemczech bez prawa pobytu (odrzucono ich wnioski azylowe ale nie doszło do wydalenie z kraju) przebywa ponad 300.000 osób. W październiku pierwszy wniosek o azyl złożyło 31.887 osób (najwięcej od czasów kryzysu z września 2016). Do końca września tego roku pierwszy wniosek o azyl zgłosiło już ponad 243.000 osób (w tym 84,5 tys. z Syrii, 45 tys. z Turcji oraz 42 tys. z Afganistanu). Dodatkowo koszty związane z imigracyjną są gigantyczne. W roku 2022 było to 42 mld €. W tym roku już 48 mld €. Czyli praktycznie tyle samo ile na obronność…

Doradcy Kanclerza Olafa Scholza podpowiedzieli mu, że albo wejdzie w ten temat albo przyszły wybory zweryfikują ich jeszcze boleśniej. Najpierw więc przywrócono kontrole na granicy z Polską i Czechami (teraz przedłużyli o kolejne 20 dni), które rzekomo dały efekt w postaci spadku o 50% napływu nielegalnych imigrantów do wschodnich Niemiec. Ale to było za mało, dlatego na 06.11 zwołano spotkanie z 16 przedstawicielami poszczególnych landów. Co ustalono w 17 stronnicowym podsumowaniu pt. Polityka imigracyjna – humanitaryzm i porządek: landy będą teraz dostawać 7.500€ za osobą na rok (wcześniej dostawały ryczałt, który nie pokrywał kosztów). Landy co prawda chciały 10.500€ a rząd chciał dać tylko 5.000€, ale po nocnych dyskusjach postanowiono spotkać się po środku. Wydłużono okres po którym otrzymają pełne świadczenia socjalne z 18 do 36 miesięcy. Pieniądze już nie będą wydawane w gotówce czy przelewane na konto tylko będą przekazywane jako „karty”. Wnioski azylowe mają zostać rozpatrzone w ciągu 6 miesięcy. Imigranci mają dostawać więcej propozycji pracy z konsekwencjami w wypadku odmowy. Dodatkowo na poziomie Unii Europejskiej Niemcy mają walczyć o to aby procesy azylowe odbywały się poza granicami UE, w bezpiecznych państwach trzecich. Mają być większe środki na odstawienie nielegalnych imigrantów do ich państw oraz pozostałe państwa mają silniej chronić swoich granic, jak robią to ostatnio Niemcy.

CDU bardzo szybko się odcięło od tego, twierdząc, że to za mało. Z ich perspektywy to słuszna polityka, ponieważ jeśli się nie uda, to mogą powiedzieć, że oni chcieli iść dalej a jeśli się powiedzie, to zawsze mogą twierdzić, że to oni rozpoczęli tę dyskusję. Polityczne rozsądnie. Pytanie czy da to jakiekolwiek punkty rządzącej koalicji, ponieważ nie wydają się być wiarygodni w temacie. Szczególnie Zieloni.

Czy to będzie „historyczny moment” czy tak samo jak „Zeitenwende”, po agresji Rosji na Ukrainę, będzie tylko próbą nadążenia za wydarzeniami, która przestaną grać pierwszoplanową rolę w momencie, jak inny temat wejdzie na tapet? Zobaczymy, na pewno z narodowej perspektywy wydaje się to być spóźnione, za mało odważne i generalnie mało perspektywiczne. Ale dla Niemców to duży krok, który może wywołać lawinę coraz to nowszych radykalniejszych pomysłów z różnych stron, najdalej podczas następnych wyborach do Europarlamentu oraz Bundestagu. Bardzo dobrze jednak, że w Niemczech taka dyskusja jest i cokolwiek się dzieje. Da to paliwo wszystkim ruchom antyimigracyjnym w Europie do działania. Pokazując, że jeśli nawet już Niemcy coś robią w związku z tematem imigracji, to znaczy, że sprawa jest poważna. Może nawet powstanie europejska koalicja związana z chęcią ograniczenia imigracji do Abendlandu (niemieckie określenie dla zachodnioeuropejskich państw uformowanych przez antyk i chrześcijaństwo). Za rządów PiSu do Polski wjechała rekordowa ilość imigrantów, teraz pod rządami lewicowo-liberalnej koalicji pewnie ten proceder będzie kontynuowany. Szkoda by było aby w takim momencie, kiedy to w coraz większej liczbie państw UE temat bezpieczeństwa granic europejskich przed masową imigracją jest poważnie dyskutowany, aby to Polska poszła w przeciwnym kierunku.



Źródło

spot_img

Dołącz do
Konfederacji Korony Polskiej

Partia polityczna konserwatywnych tradycjonalistów.
Dla Wielkiej, Dumnej, Suwerennej, Bogatej Polski.
ZOSTAŃ CZŁONKIEM
Możesz zostać również sympatykiem
close-link
Kliknij Tutaj