2 LATA WOJNY Minęły już dwa lata od rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę na peł…

Podobne

Udostępnij


2 LATA WOJNY

Minęły już dwa lata od rozpoczęcia inwazji Rosji na Ukrainę na pełną skalę, która otworzyła największą, regularną wojnę w Europie po 1945 r. Wojnę jaką liberalni publicyści, intelektualiści, ideolodzy Zachodu wykluczali z areny dziejów, przynajmniej na swoim własnym, europejskim podwórku, co najbardziej arogancko wyraził swego czasu Francis Fukuyama swoim wywodem o „końcu historii”. Jestem z pokolenia dorastającego w latach 90 XX w., tego okresu hegemonii USA, w którym legitymizująca ją narracja Fukuyamy i jemu podobnych stała się narracją nie tyle popularną co obowiązującą, nie tylko wśród polityków, czy gorszych lub lepszych publicystów, co wśród „ekspertów” i na uniwersyteckich instytutach politologii czy stosunków międzynarodowych.

Wojna na Ukrainie stała się w sensie politycznym walką nie tyle Kijowa z Moskwą co Rosji z blokiem Zachodu. Zarówno poprzez struktury formalne i jak nie mające podstaw formalnych procesy decyzyjne, sojusznicy USA w dość zdyscyplinowany sposób realizowali kroki analogiczne do tych podejmowanych przez Waszyngton. Amerykanie zdołali skonsolidować swój blok, poważnie już przecież kruszejący. Wystarczy wspomnieć chociażby słowa prezydenta mówiącego o „śmierci mózgowej NATO”, bądź Niemców budujących kolejne nitki gazociągu Nord Stream lub jeszcze do niedawna będących jak najdalej od jakichkolwiek pomysłów zrywania kooperacji z Chinami.

W świecie klasycznego ładu westfalskiego maksymalnie suwerennych państw-atomów Francja, Holandia, Włochy czy Hiszpania nie kiwnęłyby palcem dla Ukrainy. W zglobalizowanym świecie współzależności ekonomicznych i strategicznych, podbudowanych w dodatku procesem kulturowej, mentalnościowej kosmopolityzacji zachodniej społeczności wytworzyły się jednak także przekonania i poczucia bezpieczeństwa zbiorowego. Szczególnie, że te procesy zmian kulturowych, związane były z triumfem konsumpcjonistycznego, utylitarystycznego i postheroicznego, jak pisał Peter Sloterdijk, paradygmatu egzystencji prowadzącym do autokastracji militarnej Europejczyków, widocznej w szybkim topnieniu ich armii, rezerw kadrowych, poboru i mocy przemysłów zbrojeniowych i zawierzeniu w protektorat USA. Tak oto ukształtowali się „Europejczycy z Wenus”, jak ujął to Robert Kagan w swoim głośnym eseju z 2002 r., którzy cedują prawo strategicznej decyzji na bardziej marsowych Amerykanów. I my jesteśmy wśród praktycznie pacyfistycznych Wenusjan, skoro nie kwapimy się nawet do poważnej dyskusji o przywróceniu poboru powszechnego, czy jakiejś innej formy powszechnego przeszkolenia wojskowego w państwie, w którym zasadnicza służba wojskowa nie działa od niemal dwóch dekad, co wyznacza szczupłość i jakość naszych rezerw. Jeśli nie jesteśmy gotowi, to prowadźmy odpowiednią do tego politykę. Nie ma bardziej fatalnej niż wojownicza retoryka i gesty polityczne, które mają kryć słabość, zamiast być przejawem realnie posiadanej siły. A jeśli jesteśmy gotowi, to zacznijmy tę dyskusję od dziś. Jesteśmy?

Tak skonsolidowany strukturalnie i wielopłaszczyznowo blok zachodni zrobił dla Ukrainy bardzo dużo. Bez tego wsparcia Ukraina upadłaby jako państwo w pierwszym roku wojny. Nawet z tym poparciem ledwie przetrwała pierwsze natarcie Rosjan. Także dzięki przeliczeniu się Władimira Putina, który z jakichś powodów (niska jakość pracy wywiadu, doskonała dezinformacja przeciwników, skleroza systemu politycznego, w którym wartościowe informacje nie docierają na biurko przywódcy?) uważał, że ma przeciw sobie wroga materialnie i moralnie tak słabego, tak zdezintegrowanego społecznie, jak w 2014 r. i wysłał 300 tysięcy żołnierzy, z mundurami galowymi w pleckach, przeciw 800 tysiącom drugiego co do wielkości państwa Europy. Zachodnie wsparcie Ukraińcy dostali, bo wykazali się kunsztem i odwagą w boju. Nie chcemy jednak uświadomić sobie, że elementów kunsztu i odwagi nie zabrakło z biegiem czasu i po drugiej stronie, szczególnie gdy rosyjskie kierownictwo polityczne i wojskowe skorygowało swoje plany operacyjne oraz zaczęło przestawiać działanie państwa, wraz z jego gospodarką, na tory wojenne, co już znajduje wyraz w wydajności ich przemysłu zbrojeniowego. Rosja w roku bieżącym może wyprodukować do 4,5 mln podstawowych pocisków artyleryjskich 122 i 152 mm. USA deklaruje wyprodukowanie w tym czasie 2,8 mln podstawowych dla NATO pocisków 155 mm, a państwa UE łącznie 1,5 mln. W Polsce będzie to ok. 70 tys. Dziś Ukraińcy sygnalizują brak nawet tego podstawowego środka prowadzenia walki, który zresztą na tej wojnie okazał się środkiem podstawowym, na który przypada większa część strat obu stron.

Rosjanom nie brakuje determinacji, co też wynika z ich kultury w daleko większym stopniu gloryfikującej poświęcanie celów indywidualnych na rzecz państwa, bardziej kolektywistycznej niż kultura Zachodu. Dlatego brak niektórych zachodnich towarów, finansowa czy fizyczna izolacja, głośno ostatnio reklamowany w Polsce brak jajek w rosyjskich sklepach nie spowodowały wybuchu społecznego zaburzającego działanie systemu politycznego i militarnego. Setki tysięcy obywateli (sam Putin chwali się, że ponad 400 tys.) dołączyło do armii bez wdrażania wszystkich procedur mobilizacji. W tym sensie Rosja nadal daleka jest od wejścia jej maszynerii polityczno-ekonomicznej „na najwyższe obroty”. I nawet takie zazgrzytanie jednego z jej trybów, jak chociażby niejasny w swoich inspiracjach i celach bunt Prigożyna, nie spowodował jej rozprężenia, a system szybko odzyskał równowagę egzekwując ją sobie właściwymi, brutalnymi metodami.

Rosja utrzymała materialne siły także dlatego, że żyjemy już w świecie załamania się kilkusetletniej całkowitej dominacji ekonomicznej Zachodu. Zakończył ją bezprecedensowym wzrost i rozwój Chin, który z kolei tworzył dodatkowe bodźce dla takiego samego procesu w Indiach, państwach ASEAN, całej Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, także w państwach Zatoki Perskiej. To przełom największy od sformowania się nowożytnego systemu kapitalistycznego i odkryć geograficznych w XVI wieku, które sprawiły, że mocarstwa zachodnie, a właściwie ich elity, przez stulecia ustalały warunki wymiany i przechwytywały wartość dodaną z aktywności gospodarczej całego globu w ramach opisanego przez Immanuela Wallersteina systemu „gospodarki-świata” prowadzącego do implozji starych niezachodnich „imperiów-światów” takich jak właśnie Chiny. Dziś poza Zachodem jest już tyle kapitału finansowego, tyle innowacyjności, tak duże części łańcuchów produkcyjnych, tak wiele wykwalifikowanych kadr i konsumentów dysponujących dochodem budującym rynki wewnętrzne, że Rosja ma komu sprzedawać żywność, surowce i produkty przemysłowe, ktoś ma zaś kapitał i narzędzia finansowe umożliwiające ich nabywanie. Globalne Południe przez te dwa lata wprost manifestacyjnie pokazało Zachodowi gest Kozakiewicza wobec jego presji na osaczanie Rosji i równie manifestacyjnie pokazywało Putinowi, że może być jego partnerem, że wspomnę tylko iście monarchiczne jego przyjęcie w Arabii Saudyjskiej w zeszłym roku.

Jako Polacy lubujemy się w skargach na „zdrady” czy „porzucenie” przez sojuszników. Wielu z nas rozciąga dziś to swoje podejście na Ukrainę, co jest kolejnym przykładem zauważalnego u nas pełnego utożsamienia się z, bądź co bądź, obcym państwem. Takie podejście już wielokrotnie krytykowałem. Tymczasem ani Polska, ani żadne inne państwo bloku zachodniego nie miało żadnego obowiązku wspierania Ukrainy. Także USA i Wielka Brytania, bowiem nawet memorandum budapeszteńskie z 1994 r. nie miało charakteru traktatowego. Wszystkim, którzy przy jego wspomnieniu kiwają z niedowierzaniem głowami, jak Ukraińcy mogli być trzy dekady temu tak naiwni, proponuję przypomnieć sobie atmosferę tamtych czasów, w Polsce też zagęszczoną liberalnymi komunałami. Ukraińcy, tak samo jak Polacy, wierzyli w „koniec historii” i hegemonię jego amerykańskiego herolda i menadżera.

Coś, co miało być końcem historii okazało się tylko jej krótkim, choć w istocie szczególnym okresem świata jednobiegunowego. I tak jak słowo to jest, w sensie ścisłym, oksymoronem tak i czymś nienaturalnym skończyła się planetarna hegemonia polityczna i ideologiczna, jaka nigdy nie wystąpiła w takim zakresie w dziejach ludzkości.

Historycznie rzecz biorąc wsparcie dla Ukrainy ze strony Zachodu jest kolosalne. Właściwie mniejsze tylko od drugowojennego lend lease czy wsparcia USA dla Izraela. Jeśli już jesteśmy przy nim, to czas upadku hegemonii tych pierwszych, przejawił się bezpardonowym atakiem Palestyńczyków na Izrael, a Jemeńczyków na izraelskie i zachodnie statki na sueskim szlaku handlowym. Szybko odbił się przesunięciem uwagi Waszyngtonu na Bliski Wschód. Tu w grę wchodzą z kolei ciągle chyba niewygasłe więzi natury cywilizacyjno-ideologicznej, które bywają silniejsze niż spisane traktaty, choć i to się zmienia, wraz zanikaniem kulturowej i społecznej dominacji WASPów w USA a w Izraelu świeckich Aszkenazich, pielęgnujących odniesienia kulturowe do państw ich dawnej diaspory. A Ukraińcy nigdy nie zajmowali, nie zajmują i w możliwej do przewidzenia przyszłości nie będą zajmować w uniwersum Amerykanów miejsca takiego, jakie zajmują Żydzi.

Warto przy tym zauważyć, że całe wsparcie polityczno-militarne dla Izraela oraz wydatne wzmocnienie obecności militarnej na Morzu Czerwonym i Zatoce Adeńskiej oraz ataki na Jemen nie rozstrzygnęły błyskawicznie ani kwestii funkcjonowania Hamasu w Strefie Gazy, ani bezpieczeństwa i drożność szlaku morskiego u wybrzeży Jemenu.

Poza wszystkim innym Rosja jest mocarstwem nuklearnym. Jak sądzę gotowym do użycia takiej broni w sytuacji, którą rządzący uznają za prowadzącą do rozkładu struktury państwa i władzy, co równa się groźbie ich fizycznej eliminacji, czego nie należy nigdy całkowicie ignorować. W Rosji klęska wojenna zawsze niosła elementy takiego rozkładu w kontekście społeczeństwa, dla którego, potęga państwa jest istotnym składnikiem społecznych wyobrażeń i społecznej stabilności. W tym tkwi potencjał desperacji rosyjskiej elity. W Polsce naśmiewano się z gróźb nuklearnych Dmitrija Miedwiediewa, polityka ciągle stojącego w kręgu władzy. Nie słyszano o dużo obszerniejszych i erudycyjnie kreślonych tego rodzaju groźbach, ze strony takich teoretyków stosunków międzynarodowych jak Siergiej Karaganow czy Dmitrij Trienin, odkrywających zresztą niegdyś rolę eksportowych umiarkowanych, a pół roku temu rozważających „deeskalacyjne” uderzenie taktycznym ładunkiem nuklearnym na Poznań. Coś co poważnie potraktował sam przywódca Chin, który jeszcze w 2022 r. poczuł za wskazane osobiście zaangażować się w mitygowanie rosyjskich pogróżek, coś, co robi wrażenie na Xi Jinpingu, na wielu polskich komentatorach i politykach wrażenia nie robi.

Jest to możliwe ponieważ od wybuchu wojny Polacy byli i są karmieni ukraińską propagandą, gorzej – sami się nią karmili. Smakowali ją. Pilot-duch Kijowa strącający seriami rosyjskie samoloty, odholowywanie traktorami czołgów Rosjanom sprzed nosa, emerytki strącające słoikami rosyjskie drony, niechybnie zwycięska ofensywa 2023 r… Przecież nie wymyślam tych pastiszowych narracji, takie motywy pojawiały się w mediach uchodzących za poważne. Oskarżam głównonurtowych polityków. Oskarżam mainstreamowe media, które tak często przytaczają słowa ukraińskich polityków, wojskowych, ukraińskie nagrania czy fotografie bez żadnej weryfikacji. Czas myśleć i zachowywać się tak poważnie, jak wymaga tego powaga sytuacji. Czas realnie pomyśleć na co wskazuje sytuacja militarna na ukraińskim froncie, równowaga sił militarnych i ekonomicznych na świecie, a w końcu o możliwych zdolnościach zachodnich społeczeństw do mobilizacji i realnych ofiarach w tej konfrontacji (czy może jej braku i szukaniu zderzaków).

I w tej właśnie sytuacji gruchnęła wieść, podana przez premiera Słowacji Roberta Fico, a uściślona przez premiera Grecji Kiriakosa Mitsotakisa, który powiedział we wtorek, że niewielka mniejszość państw UE sufluje wprowadzenie w jakiejś formule żołnierzy na Ukrainę. Pamiętając rozważania Jarosława Kaczyńskiego z marca 2022 r., gdy Rosjanie stali jeszcze pod Kijowe, o konieczności „misji pokojowej ONZ lub NATO” na Ukrainie, mogę domyślać się, które państwo zostało przez rządzących umieszczone wśród zwolenników podobnych pomysłów obecnie. To już nie są żarty. To alarm.



Źródło

2 KOMENTARZE

  1. Inwazja to najechanie całego Kraju tak piszą lewackie media by wzbudzić strach większy 👻a mówimy o miejscach gdzie korporacje pilnują biznesów oligarchów i na przemian od handlu dziećmi itd itp ale tego się nie dowiemy przecież z mediów 😎

spot_img

Dołącz do
Konfederacji Korony Polskiej

Partia polityczna konserwatywnych tradycjonalistów.
Dla Wielkiej, Dumnej, Suwerennej, Bogatej Polski.
ZOSTAŃ CZŁONKIEM
Możesz zostać również sympatykiem
close-link
Kliknij Tutaj